Najwcześniejsze próby opowiadania historii fantasy w telewizji starały się omijać nieodłączne problemy tego medium poprzez usuwanie jak największej ilości trudnych do zrealizowania treści – w praktyce zadowalając się „fantastyką w wersji light”.
Pierwszymi próbami były telewizyjne wersje sztuk teatralnych, po prostu odgrywane przed kamerami na potrzeby transmisji. Inne programy utrzymywały elementy fantastyczne blisko codziennego życia. Serial The Book of Ruth z 1951 roku ograniczał się do przenoszenia dziecięcych bohaterów w czasie, dzięki czemu aktorzy musieli jedynie zakładać inne kostiumy w każdym odcinku.
Inne produkcje dostosowywały efekty specjalne do sposobu realizacji telewizji. Ożeniłem się z czarownicą, kultowy amerykański sitcom o czarownicy, która została gospodynią domową, często wykorzystywał pojawianie się i znikanie przedmiotów oraz ludzi – efekt bardzo łatwy do uzyskania, kiedy można zatrzymać pracę kamery.
Zmiany w latach 70.
Sytuacja zaczęła się nieco zmieniać w latach 70. Pomimo „Tolkienomanii” dopiero serial z Dalekiego Wschodu pokazał światu, jak wiele fantastyki można wycisnąć z gumowych mieczy, szalonych kostiumów i różowej waty.
Małpi król trafił na zachodnie ekrany w 1979 roku. Serial powstał w Japonii na podstawie starożytnego chińskiego eposu i bez żadnych obaw mierzył się ze swoją magiczną treścią. Efekty były kiepskie, ale wszyscy zaangażowani w produkcję zdawali sobie z tego sprawę i najwyraźniej bawili się przy niej tak dobrze, że przyciągnęli widzów na całym świecie.
Fantastyka w latach 80.
W latach 80. treści fantastyczne zaczęły pojawiać się ze znacznie większą regularnością. Mimo to nadal często podchodzono do nich ostrożnie.
Duża część produkcji była animowana, wychodząc z założenia, że efekty są stosunkowo proste do wykonania w kreskówkach. Do najbardziej udanych należały Dungeons & Dragons oraz He-Man i Władcy Wszechświata.
Produkcje aktorskie nadal koncentrowały się przede wszystkim na realiach historycznych, jak w legendarnym Robinie z Sherwood Richarda Carpentera, albo ograniczały elementy fantastyczne do niewiele więcej niż narzędzia fabularnego napędzającego poza tym całkiem zwyczajne historie.
Hercules i Xena zmieniają telewizyjną fantastykę
Zmieniło się to w 1994 roku, kiedy technologia komputerowa osiągnęła wreszcie poziom wystarczający, aby Hercules stał się możliwym do zrealizowania przedsięwzięciem.
Podobnie jak jego młodsza, mroczniejsza siostrzana produkcja Xena: Wojownicza księżniczka, Hercules bezpośrednio mierzył się z fantastyką i choć nadal nie wyglądał całkowicie realistycznie, był wystarczająco przekonujący.
Scenografia i kostiumy również były nieco tandetne, dzięki czemu efekty nie raziły, a obsada sprawiała, że całość była niezwykle rozrywkowa.
Inni naśladowcy odebrali ten sam przekaz i pojawiło się wiele kolejnych seriali fantasy. Większość z nich była okropna.
Coraz bardziej zaawansowane produkcje
W końcu jednak sytuacja zaczyna wyglądać lepiej. Niektóre telewizyjne produkcje fantasy z ostatnich lat są pod względem wizualnym znacznie bardziej wyrafinowane niż dawniej, a sytuacja będzie się tylko poprawiać.
Miniserial Wiedźmikołaj był szczególnie dobrze zrealizowaną adaptacją Świata Dysku Terry’ego Pratchetta.
Mumia oraz Bibliotekarz II: Tajemnice kopalni króla Salomona również zdołały stworzyć całkiem udaną przygodową fantastykę w stylu Indiany Jonesa, o ile nie zastanawiać się nad nią zbyt intensywnie.
Ogólnie rzecz biorąc, zaczyna się zapowiadać ekscytujący okres dla telewizyjnej fantastyki. Ciekawie będzie zobaczyć, co przyniesie przyszłość.
