Ludzie od dawna wykazują skłonność do antropomorfizacji, czyli przypisywania cech ludzkich istotom nieludzkim.
Dzięki temu to, co nieznane, staje się łatwiejsze do zrozumienia i utożsamienia, a jednocześnie budzi większą empatię.
Zjawisko to można wyraźnie zauważyć w wielu współczesnych programach przyrodniczych, w których sympatyczne zwierzęta otrzymują imiona, a narrator z szacunkiem opowiada o ich uczuciach i motywacjach.
Zwierzęta w tego rodzaju programach przedstawiane są tak, jakby wszystkie posiadały emocjonalność i inteligencję typowego człowieka, a dodatkowo były wielokrotnie „przepytywane” podczas realizacji filmu.
W szerokim znaczeniu takie dokumenty również można uznać za animal fantasy, choć opierają się one – miejmy nadzieję – na dobrze uzasadnionych przypuszczeniach dotyczących rzeczywistości.
Początki animal fantasy
Opowieści animal fantasy, w których bohaterami są zwierzęta obdarzone ludzką inteligencją i emocjami, są niemal tak stare jak same baśnie ludowe.
Najstarszym zachowanym przykładem są słynne bajki Ezopa, które prawdopodobnie zostały zebrane około 600 roku p.n.e.
Zawarte w nich mądre obserwacje dotyczące ludzkiej natury pozostają równie aktualne dzisiaj, jak były dwa i pół tysiąca lat temu.
Rozwój podgatunku
Od tamtego czasu twórcy niemal nieprzerwanie opowiadali historie należące do animal fantasy.
Wiele z nich, jak przejmujący Folwark zwierzęcy George’a Orwella z 1945 roku, zostało napisanych po to, aby skłonić nas do uważnego przyjrzenia się samym sobie.
Inne, takie jak O czym szumią wierzby Kennetha Grahame’a z 1908 roku, powstały przede wszystkim po to, by sprawiać czytelnikom przyjemność.
Współczesna animal fantasy
W późniejszym okresie ogromnie popularne Wodnikowe Wzgórze Richarda Adamsa z 1972 roku utorowało drogę epickim opowieściom animal fantasy, pełnym niebezpiecznych wypraw oraz wielkich prób przedstawionych z rozmachem charakterystycznym dla fantasy epickiej.
