Choć ostateczne bieguny dobra i zła mogą znajdować się odpowiednio ponad tym, co pozytywne, i poniżej tego, co negatywne, ich wzajemna walka rozgrywa się w świecie przedstawionym za pośrednictwem sił pośrednich.
Strona dobra zazwyczaj wiąże się z tym, co pozytywne, natomiast strona zła z tym, co negatywne, jednak granice między nimi mogą się zacierać, a nawet odwracać. Najważniejsze jest to, że konflikt trwa nieprzerwanie.
To właśnie on stanowi napęd wzrostu i rozwoju.
Rola konfliktu
Świat kształtuje się w nieustannym tańcu tworzenia i niszczenia, a konieczność, będąca źródłem nowości, jest matką emocji.
Negatywne doświadczenia są niezbędne dla wzrostu i rozwoju. Bez nich nie istnieje bodziec do działania, nie ma możliwości nauczenia się różnicy między dobrem a złem, ani okazji do rozwijania własnych możliwości.
Jakikolwiek bohater mógłby w pełni rozwinąć swój potencjał bez przeciwnika zmuszającego go do przekraczania własnych granic?
Konflikt napędza rozwój technologii, przemiany społeczne, dojrzewanie człowieka oraz sam proces ewolucji.
Ostatecznie żyć oznacza zmagać się z przeciwnościami – nieustanna euforia jest równie niekorzystna jak nieustanne cierpienie.
Biologiczne podstawy konfliktu
Istnieją nawet rzeczywiste eksperymenty potwierdzające tę zasadę.
W doświadczeniach zapoczątkowanych ponad czterdzieści lat temu przez neurobiologa Jima Oldsa szczurom wszczepiono urządzenia umożliwiające bezpośrednie pobudzanie ośrodków przyjemności w ich mózgach.
Po krótkim okresie przyzwyczajania się do nowego bodźca każde zwierzę niemal całkowicie poświęcało swoją uwagę wywoływaniu przyjemności. Jedzenie, rozmnażanie, ból fizyczny, a nawet wyczerpanie przestawały mieć znaczenie. Szczury nieustannie pobudzały własne ośrodki przyjemności, aż traciły przytomność lub umierały.
Uważa się, że podobne mechanizmy odgrywają zasadniczą rolę w biologii i psychologii ludzkich uzależnień.
Granice dobra i zła
Życie po prostu nie zostało stworzone w taki sposób, aby mogło skutecznie istnieć i rozwijać się w doskonałym świecie.
Dlatego dobro i zło nie mogą istnieć w świecie w całkowitej izolacji od siebie. Każde z nich byłoby tak niszczące dla znanych nam form życia, że doprowadziłoby do ich całkowitego zaniku.
Nie ma wątpliwości, że absolutne dobro byłoby znacznie przyjemniejszym sposobem zakończenia wszystkiego, jednak ostateczny rezultat byłby dokładnie taki sam.
Nie byłoby już ludzi.
Dobro i zło jako pojęcia względne
Nawet na mniej idealistycznym poziomie, kiedy rozpatrujemy bardziej względne i kulturowe pojęcia dobra i zła, każde z nich potrzebuje drugiego, aby mogło mieć jakiekolwiek znaczenie.
Jak wspomniano wcześniej, świat postrzegamy poprzez różnice. Gdyby dobro lub zło były stałymi cechami równomiernie rozłożonymi w całym świecie, po prostu nie bylibyśmy świadomi ich istnienia.
Pojęcia te nie miałyby większego znaczenia niż stwierdzenie, że wszechświat posiada cztery wymiary przestrzenne zamiast trzech.
Spektrum dobra i zła
Aby jedno z tych pojęć mogło istnieć samodzielnie, musiałoby być nierównomiernie rozłożone.
Jeżeli jednak dobro lub zło występują w świecie w sposób nieregularny, dzięki czemu jesteśmy w stanie dostrzec ich obecność, nieuchronnie pojawią się miejsca, w których osiągają wartości maksymalne i minimalne.
Nie mając żadnych punktów odniesienia poza własnym doświadczeniem, zaczynamy postrzegać te maksima i minima jako krańce całego spektrum – największe możliwe skrajności w obu kierunkach.
Ze względu na sposób, w jaki myślimy i porządkujemy nasze doświadczenia, największa możliwa skrajność pozytywna staje się synonimem absolutnego dobra, natomiast największa możliwa skrajność negatywna – absolutnego zła.
W ten sposób wracamy do punktu wyjścia.
Nieuchronność wiecznej walki
Ostatecznie wieczna walka, będąca napędem życia, jest nieunikniona.
Aby cokolwiek mogło się wydarzyć, musi istnieć zróżnicowanie. To właśnie z tej różnicy jednocześnie rodzą się nasze wyobrażenia o dobru i złu, które od samego początku istnieją nierozłącznie obok siebie.
